• Wpisów: 3
  • Średnio co: 339 dni
  • Ostatni wpis: 3 lata temu, 18:36
  • Licznik odwiedzin: 1 535 / 1357 dni
 
jamhorrory
 
                   Obserwator.



Kolejny dzień po nieprzespanej nocy. Szef, widząc mój stan, chciał odesłać mnie do domu, lecz za wszelką cenę nie chciałem tam wracać. Pijąc kolejną puszkę napoju energetycznego, zastanawiałem się nad moim losem. Dlaczego to spotkało akurat mnie?
Czy to była paranoja? A może zwykłe przemęczenie? Może po prostu powinienem na trochę wyjechać? Tysiące myśli kołatało w mojej głowie, lecz ciężko mi było znaleźć rozwiązanie problemu.
Szef po raz kolejny nakrył mnie śpiącego na klawiaturze. Miarka się przebrała, miałem natychmiast wziąć tydzień urlopu. Nie mogłem się sprzeciwić, nie chciałem stracić pracy bezpowrotnie. Niechętnie spakowałem torbę i opuściłem biuro. Była dopiero szesnasta, a ja pragnąłem jak najbardziej odwlec mój powrót do mieszkania. Może wyjazd do matki dobrze by mi zrobił?
Codziennie za oknem widywałem tę samą postać. Naga, blada i powykręcana, z kruczoczarnymi włosami, jawiła się w moim oknie co noc o godzinie drugiej. Malutkimi jak migdały oczami patrzyła się na mnie i oblizywała ogromne, żółte żeby gadzim językiem.
Pukała, wyjąc zarazem przeciągle. Wydawała się żałosna w każdym stopniu, ale zarazem niebezpieczna. Z nocy na noc jej krzyk był coraz mocniejszy, a zachowanie bardziej agresywne. Nie potrafiłem zmrużyć oka, nawet gdy zniknęła. Opuszczone rolety jedynie podkreślały jej karykaturalną postawę. Nic nie dawały również zatyczki do uszu czy muzyka w głośnikach. Nie wiem, ile to już trwało. Bałem się. Nie spałem. Przypominałem wrak człowieka.
Wróciłem do domu i spakowałem walizkę. Matka ucieszyła się na wieść o moim przyjeździe. Z trudem ukrywałem przed nią swój niepokój w głosie w trakcie rozmowy telefonicznej. I tak go wyczuła. Pragnąłem opowiedzieć jej o tajemniczym gościu, lecz musiałem z tym poczekać do jutra. Nie chciałem mówić głośno o intruzie.
Jutro. Ostatnia noc w tym domu przed opuszczeniem miasta. Drżącymi rękoma zapaliłem pierwszego od dawna papierosa. Długo zajęło mi rzucenie nałogu, lecz w tej chwili dymek był moją jedyną potrzebą. Nie mogłem jeść. Denerwowałem się, jak nigdy. Marzyłem o kilku szklankach whiskacza, choć nie był to dobry pomysł przed podróżą.
Próbowałem się rozluźnić na wszelkie sposoby. Gry na internecie, oglądanie telewizji, czytanie książki – nic nie pomogło mi pozbyć się wewnętrznego niepokoju. Położyłem się i patrzyłem w sufit, oddychałem ciężko. Zbliżała się druga godzina, a ja nie potrafiłem spuścić wzroku z okna. Podniosłem się i usiadłem na łóżku. W powietrzu panował chłód, więc opatuliłem się kołdrą. W dłoniach nerwowo ściskałem poduszkę.
Czekałem. Godzinę, dwie, trzy. Za oknem zaczynał się nowy dzień. Powoli gasły uliczne latarnie, zaczęły pojawiać się pierwsze samochody. Czułem, jak moje ciało obezwładnia sen. Mięśnie zastygały w bezruchu, a powieki opadały coraz cięższe.
Nie mogę zasnąć.
Coś mnie obserwuje.
Czuję to.
Jak porusza się pod łóżkiem.
Skrzypienie kości, opadają powieki.
Unoszę je szybko i widzę bladą postać. Czołga się mozolnie spod łóżka, w akompaniamencie pełnych bólu jęków.
Nie mogę zasnąć.
Widzę tę twarz, jak małe oczka patrzą się na mnie.
Powieki opadają.
Istota rozwarła swe usta.
Żółte zęby kłapnęły przede mną.
Strach. Niemoc.
Przegrałem ze snem.

Nie możesz dodać komentarza.